QJFQJF StructureQJF KioskQJF BulletinQJF A&S GalleryQJRIUMembership

Queen Jadwiga's Knights                                                                                                                         

No. 2, April 2005

THE QUEEN JADWIGA RESEARCH INSTITUTE OF UNDERSTANDING odczytywanie znakow św. Jadwigi Królowej

 

Dr. Zbigniew Les

 

Dlaczego prowadzenie badań naukowych w instytucji polskiego pochodzenia jest tak bardzo istotne? Wydaje się, że istnieją pewne środowiska nieprzychylne Polsce które za wszelką cenę chcą pokazać, że Polacy (Katolicy) to naród ludzi zdolnych tylko do wykonywania najprostszych prymitywnych prac fizycznych. Jeżeli już jakaś praca powyżej tej kategorii to musimy mieć ‘superwajzera’. Pracując w Polsce w czasach komunistycznego zaboru bardzo często można się było z tym problemem zetknąć. Prócz embarga ze strony zachodniej mieliśmy swego rodzaju ‘zakaz’ wewnętrzny. Tuż po przyjęciu do pracy na uniwersytecie jako młody inżynier zostałem skierowany do pracy fizycznej, gdyż tak można było określić rodzaj pracy który miałem wykonywać. Dzięki pojawieniu się komputerów typu IBM PC udało mi się uniknąć przedziwnej pracy ‘odcedzania’ węglowego zaczynu. Zdaniem szefa naszego ośrodka badawczego tego typu experyment miał prowadzić do epokowego odkrycia. Komputer był czymś nowym i zaskakującym w tym komunistycznym grajdole. Już na wstępie mojej komputerowej przygody zacząłem tworzyć system ekspertowy mimo że nie miałem prawie żadnego dostępu do literatury z tego zakresu. Kompilator języka C, czy też Prologu nie posiadał żadnego opisu poszczególnych komend, tak że wszystkie komendy należało rozszyfrować metodą prób i błędów. To pochłaniało ogromną ilość czasu i było bardzo wyczerpujące. Pierwszy system expertowy, który wzbudził zachwyt mojego szefa, tak że miałem go prezentować na konferencji w Pradze musiał niestety podzielić los wielu innych osiągnięć myśli polskich naukowców. Szef katedry niejaki prof. K. który jednocześnie zajmował wysokie pozycje w ówczesnym aparacie partyjnym zdecydował inaczej. Niestety nie należałem do kategorii tych, którym dane było prowadzić badania naukowe. Tuż po niefortunnym głosowaniu na zebraniu zakładowej ‘Solidarności’ zostałem ‘awansowany’ to znaczy z piątego piętra przeniesiono mnie na trzynaste, co też stało się przyczyną żartów ‘że przecież jednak idę w górę’. To postkomunisci. Głosowanie przeprowadzono w celu wyłonienia kandydata na rektora. Byłem zdziwiony dlaczego o tym zebraniu dowiedziałem się tak póżno, a nazwisko kandydata poznałem już w czasie procedury głosowania. To był ogromny szok – nasza ‘Solidarnośc’ wysunęła jako kandydata owego profesora K. Jeszce bardziej szokujący był rezultat głosowania. Po pierwszym głosowaniu był tylko jeden głos przeciw (mój) – wszyscy pozostali byli za. Dzięki mnie kandydatura komunisty nie przeszła jednakże niebawem zostałem wezwany do szefa od którego dowiedziałem się o owym niespodziewanym ‘awansie’. Pragnę zaznaczyć, że był to już okres rządów ‘okragłostołowych’. W tym czasie rozpocząlem pracę nad systemem expertowym implementowanym w Prologu. Oczywiście ta praca też nie wzbudziła żadnego zainteresowania tak że mogłem ją prowadzić tylko jako rodzaj ‘prywatnego’ przedsięwzięcia. Udało się jednak nawiązać kontakt z AGH tak, że praca ta została opublikowana i dzięki niej udało mi się otworzyć przewód doktorski. Jednakże o tym że mam otworzony przewód doktorski dowiedziałem się będąc już w Australii. W tym też czasie będąc w Wiedniu dowiedzieliśmy się w przypadkowo napotkanej Ambasadzie Australiijskiej iż Australiia potrzebuje profesjonalistów i że w Warszawie możemy otrzymać wszystke potrzebne informacje związane z tym ‘profesjonalnym’ kanałem. Nie czas tutaj na opisywanie koszmaru owej Australiijskiej ‘pułapki’ emigracyjnej. Co było jednak zastanawiające to swoista psychoza sukcesu, i to nie tylko na uniwersytecie. Otóż prawdopodobnie celowo deprecjonowano każde nasze osiągnięcie rozpętując ‘gorączkę’ wyjazdu z kraju. Każdy ktokolwiek wyjechał stawał się swego rodzaju idolem. Ci którzy zostawali to tak zwani ‘nieprzedsiębiorczy’ albo zwyczajne ciamajdy. Zastanawiający był również fakt, że w Ambasadzie Australiijskiej w Warszawie nie otrzymaliśmy prawie żadnych informacji na temat życia i pracy w Australli. Gdyśmy się ocknęli niestety było już za pózno. Mając wizę i straconą dużą część naszych oszczędności na przedziwne formalności związane z przygotowaniem sobie ‘losu zesłańca’ trudno było zrezygnować z wyjazdu. Z drugiej strony nawet w najczarniejszym śnie trudno było wyśnić koszmar naszego dobrowolnego zesłania. Po przyjezdzie pozbawieni prawie wszystkiego zostaliśmy wysłani na ‘resocjalizacyjny’ kurs angielskiego. I tak ponoć mieliśmy szczęście gdyż trafiliśmy na kurs prowadzony na uniwersytecie. Kurs ‘indoktrynacji paranijakiej’ prowadzony był przez panie nie kryjące swej miłości do komunistycznego reżimu. Dużą część zajęć stanowiły dyskusje. Wydaje się że tematy były celowo tak dobierane aby powoli przyzwyczaić nas do myślenia kategoriami systemu o którym chcieliśmy zapomnieć. Poza tym wyciągano od nas najbardziej intymne sprawy i to nie tylko rodzinne. Te informacje wykorzystywane byly w celu ‘ułatwienia’ nam ‘dobrego startu’ w Australiii. Dziwnym faktem byla obecność starszego pana z dobrze znanej ponadnarodowej organizacji, który pracując społecznie zajmowal się kontrolą tego osławionego kursu. Znalezliśmy się więc znowu wśród ‘swoich’, tylko że teraz wyizolowani, z dala od rodzin i przyjaciół i skazani na powolne unicestwienie. Teraz zrozumieliśmy siłę internacjonalistycznej komunistycznej machiny. Wynajęte mieszkanie w Australiii, gdzie notorycznie byliśmy pozbawieni snu przez komunistów z któregoś z południowych krajów stawało się swego rodzaju więzieniem. Owi goście bez żadnego wykształcenia, nie pracujący i wcale nie zainteresowani jakąkolwiek pracą większość czasu spędzali zajęci piciem piwa i oglądaniem sportowych imprez. Stali sie oni dla nas oprawcami nie gorszymi od katów ubeckich więzień. Czlonkowie Polonii z którą się wtedy stykaliśmy byli zachwyceni tym Australiijsko komunistycznym tworem. Nie mogliśmy więc liczyć na żadną pomoc. Ci ludzie w większości nie znali nic poza ciężką harówką i gromadzeniem wielu nieprzydatnych przecież przedmiotów. Trudno się więc dziwić że takim szokiem dla większości z nich są nie tylko cele the Queen Jadwiga Foundation ale również sens jej istnienia. Zetknięcie z uniwersytetem Australiijskim było również ogromnym szokiem. Przecież na naszych uniwersytetach, poza grupą nielicznych karierowiczów, nie było tylu zwolenników ideollogii marksistowskiej. Bedąc w Polsce tyle nasłuchalismy się o wolności na ‘zachodnich’ uniwersytetach. Jak się póżniej dowiedzieliśmy większość tutejszych uniwersytetów zdominowana jest przez zwyczajny beton lewacki, feministki i ‘kamienarzy’. Proszę spojrzeć tylko na wydział filozofii Melbourne uniwersytetu. A toć to przecież jeden z najlepszych Australiijskich uniwersytetów. Znowu wśród ‘swoich’, ciarki przechodzą po plecach. Ileż to razy występując w obronie wyszydzanych chrześcijańskich wartości i symboli religijnych doświadczałem swego rodzaju ‘awansu’ znanego mi tak dobrze z czasów polskiej komuny. Po jednej z takich dyskusji dostałem dobrą radę - ‘shut up’. To niestety pwtarza się dość często. A zaraz po przyjeżdzie jeden z tutejszych ‘profesorów’ wyjasniał nam że my ludzie z bloku wschodniego jesteśmy ... bezkrytyczni. Przecież Australiia dalej pozostaje częścią bloku wschodniego i związki te zdają się coraz barziej zacieśniać. Na Melbourne uniwersytecie odzyskiwałem zrabowany mi tytuł naukowy. Na każdym kroku starano się dowieść jaka ogromna przepaść jest między naszymi europejskimi uniwersytetami a owym dziwnym australiijskim tworem o nazwie uniwersytetu. Wykładów prawie nie było, wiele zajęć fikcyjnych. Resztę można przeczytać na stronie internetowej dr. L. Kitchen w artykule dotyczącym sytuacji na Melbourne University. Tak, tylko on jest wykladowcą i jemu płacą za taką hohsztaplerkę, nas zmusza się do ponoszenia opłaty za taką ‘błazenadę’. Temat mojej pracy magisterskiej, musiałem zdawać ponadto kilkanaście egzaminów, był wielce enigmatyczny dla tutejszej elity intelektualnej. Temat brzmiał ‘Aesthetic evaluation based on the image understanding approach’. Niestety wartości estetyczne to dla większości kadry ‘naukowej’ tegoż uniwesytetu to coś co wiąże się z metafizyką, a na tym uniwersytecie metafizyka to coś o czym głośno mówić nie należy. Samo prowadzenie badań było ustawione w scenerii surrealnej. Pracę z estetyki robiłem na computer science, promotorem był doktor z behaviour science a oceniana byla przez ekspertów z ... wydzialu elektrycznego. Należy dodać iż zostałem prawie całkowicie wyizolowany w trakcie prowadzenia badań. Żadne pomieszczenie do prowadzenia badań mi nie przysługiwało. Pozbawiony byłem niemal dostępu do komputera, nie mówiąc o takich sprawch jak kompilator oraz inne niezbędne środki. Praca ta wymagała ogromnej ilosci implementacji programów niezbędnych do prowadzenia badań. Wszystko to musiałem wykonać przeznacząjac na to własne środki i czas. Ponieważ w tym czasie Żona pracowała na pół etatu więc wszystke ulgi związane z brakiem zatrudnienia zostały nam zabrane a wynagrodzenie Żony było niemal takie samo jak zasiłek z ‘socjalu’. Był to czas gdy niemal głodowaliśmy wstydząc się pokazać w naszych znoszonych, jeszcze z Polski przywiezionych ubrankach. Najbarziej raniły dobre rady naszych Polonijnych ‘opiekunów’. ‘No i po co się tak wysilać’ - i czasem takie że trudno przelać na ‘dysk’. Czy można im to mieć za złe?. W ich odczuciu zawsze jesteśmy narodem ‘podludzi’ i tylko oni są w jakiś sposób wyrożnieni. Tylko czym? Przez kogo to możemy się łatwo domyślić. Resultaty badań w formie artykułu wysłałem na konferncję. Opłatę za konferencję pokryliśmy oczywiście z własnych środków poszcząc przez kilka tygodni. Na konferencji miła niespodzianka gdyż było duże zainteresowanie i na mojej prezentacji był obecny prof. Kuni jeden z pionierów computer graphics. W nagrodę za dobre wyniki uniemożliwiono mi kontynuowanie badań w kierunku robienia doktoratu. Mimo iż miałem trzech promotorów, bardzo zaawansowany stan badań nad estetyczną oceną i bedąc zdecydowany na prowadzenie badań bez żadnego stypendium to i tak kontynuowanie owych ‘metafizychnych’ badań w ramach przewodu doktorskiego stało się niemożliwe. To ponoć prezent od tutejszych ‘kamieniarzy’. Dziwi fakt, że w czasie gdy starałem się o cokolwiek na uniwersytecie i zgodnie z prawem to mi przysługiwało natychmiast przepisy zostały zmieniane. To samo jest w czasie rozwijania działalności the Queen Jadwiga Foundation. Jest to bardzo wyczerpujące, gdyż najpierw trzeba wypełnić dużą liczbę różnego rodzaju formulaży i kiedy jest się pewnym że wszystkie kryteria zostały spełnione, nagle okazuje się że owe kryteria zostają zmienione. Wkrótce dano mi do zrozumienia, że wszystkie moje wysiłki związane z kontynuacją moich badań mogą skończyć się tym, iż w Australii żadnej pracy nie dostanę. Zaczynaliśmy być przerażeni. Przecież brak pracy oznacza skazanie na pewną śmierć. Czyżby wyrok już zapadł? Kto jest sędzią i w jakim gronie process sie odbył? Rezygnuję z badań i usiłuję znależć jakąkolwiek pracę. Dziwi fakt, że mój master degree z Melbourne uniwersytetu jest w Australii bez znaczenia. Nie mogę dostać pracy na najniższej pozycji programisty. Po wysłaniu dużej liczby aplikacji i utracie nadziei na otrzymanie jakiejkolwiek pracy, udało mi się wreszcie otrzymać pracę programisty w projekcie z Melbourne uniwersytetu. Projekt (ARC grant) był mi przedstawiony jako komercyjny projekt budowy oprogramowania. Przez pierwsze cztery miesiące nie otrzymywałem wynagrodzenia z Melbourne uniwersytetu. Niejaki dr. C płacił mi pozorując iż projekt ARC jest częścią jego prywatngo biznesu. Cały ten okres pracy to jeden wielki koszmar. Po awansie na stanowisko senior software engineer i ‘donosie’ przez niejakiego kolegę Z. zostałem odizolowany od grupy i zmuszony do opracowania softwaru w warunkach bardzo poniżających. Praca ta wymagała ogromnej koncentracji a moje stanowisko pracy na Melbourne uniwersytecie zostalo ustawione w ... bibliotece nie tylko pełnej studentów ale również bez żadnej wentylacji. Oczywiscie oczekiwano wyników na miarę Micro Softa a wynagrodzenie za pracę było na poziomie sprzątaczki. Praca polegała na tym że ni to filozof ni to menadżer, ponoć doktor z philosophy of science przychodził jednego dnia w którym musiałem wyjasniać mu nie tylko zawiłości techniczne ale również calą koncepcję owego programu. Następnego dnia przynosił kartkę na której wypisane były ‘komendy’ które miałem wykonać. Oczywiście cały czas zastraszając mnie faktem, że i tak po skonczeniu projektu muszę go podać jako swojego referi. Jednym słowem ubecki sposób załatwiania człowieka– ‘rób co chcesz a my i tak mamy cię w łapach’. Podobnie Żona uczestniczyła w projektach gdzie wymagania stawiane przekraczały możliwości najgenialszego naukowca. Cały czas w nastawieniu, że aby mieć przedłużenie kontraktu wszystko musi być wykonane w ekspresowym tempie. Teraz widzimy że gdyby nie opieka naszej najukochańszej Patronki św Jadwigi Królowej to prawdopodobnie nie przetrzymalibyśmy tego okresu. Po tym projekcie zupełnie straciłem nadzieję na otrzymanie jakiejkolwiek pracy. Ów pseudo-filozof o lewackich koneksjach był na tyle dobrym referi że przez długi czas na żadne interwiu nie zostałem poproszony. W takich to okolicznościach zdecydowałem się na robienie doktoratu na AGH. Jak zwykle całą pracę wykonałem w oparciu o własne środki. W nagrodę musiałem zdawać egzaminy przewidziane w doktorskiej procedurze, uczestniczyć w publicznej obronie jak również ponieść koszt przelotu do Krakowa. Przecież robiąc doktorat w Australii nie zostałbym obarczony tymi wszystkimi dodatkowymi ‘obowiazkami’. Moją obecność na obronie uważam za jeszcze jeden znak św. Jadwigi Królowej. Jeszcze przed obroną sytuacja jaką mieliśmy wydawała się wskazywać na niemożliwość nie tylkoobecności na obronie ale również ukończenia pracy badawczej. Prowadząc bardzo nowe i oryginalne badania w oparciu o własne środki musiałem posiadać ogromną wiarę i niespożyte siły pozwalające na kontynuację tego typu wyzwania. Żona pracując pod ogromną presją i szykanowana za osiąganie bardzo dobrych rezultatów nie była w stanie udzielić mi większego duchowego wsparcia. Kiedy po kolejnej ‘dopłacie’ do mieszkania i opłacie kosztów prowadzenia fundacji pozostaliśmy bez grosza, wyjazd na zaplanowaną obronę stał się niemożliwy. Również nieporozumienie z AGH nie wróżyło żadnych szans pomyślnej obrony. Mimo takiej nieprzyjaznej atmosfery postanowiłem jednak jechać i gdy zacząłem przygotowywać się do egzaminów, Żona nagle zadzwoniła z pracy z wiadomoscią o ataku terrorystycznym. Po tym wydarzeniu straciłem zupełnie nadzieję na wyjazd. Pierwszy egzamin miałem mieć 3 pażdziernika, tak że czasu pozostawało niewiele. A jednak w ciągu tego czasu odczuwałem bliskość naszej najukochańszej Patronki, tak że nawet w takich trudnych chwilach udało mi się przełamać i wyjechać do Krakowa. Gdyby nie pomoc św Jadwigi Królowej nigdy bym się nie zdecydował na ów wyjazd. Po drodze czekała nas konferencja w Barcelonie. Po konferencji, gdzie mój artykuł wzbudził duże zainteresowanie jechałem do Krakowa podziękować św. Jadwidze za możliwość spotkania w Jej ukochanej Katedrze Wawelskiej. Po wyjściu z katedry wiedziałem że obrona to tylko formalność. Czyżby miało to mieć jakieś wieksze znaczenie? Wszak pracę nad systemem rozumienia ksztaltów (shape understanding system) rozpocząłem w roku 1997, a więc w roku kiedy św. Jadwiga została kanonizowana. Przez cały czas pobytu w Polsce mieliśmy piękną jesienną pogodę a pożegnanie z Wawelem było bardzo wzruszającym przeżyciem. Wracaliśmy do Australii czując, że św. Jadwiga pozostaje z nami. W Australii niestety kolejne niepomyślne wypadki. Żona traci pracę mimo że ma bardzo duże osiągnięcia. W Barcelonie otrzymuje nagrodę za najlepszy artykuł. Niestety na Monash Uniwersytecie staje się to powodem do nie przyznania przedłużenia kontraktu. Kończy się więc okres szykan na Monash uniwersytecie i zaczyna nowy koszmar - ACER. Mimo tych trudnych chwil nie rezygnujemy z rozwijania działalności fundacji co pochłania niemal wszystkie nasze fundusze. Otoczeni bardzo nieprzyjazną atmosferą przez członków niektórych polonijnych organizacji, komunistow, feministki, lewakow, ‘kamieniarzy’ i ... znajdujemy jednak dość sił aby prowadzić dalszą działalność QJF. Ataki wciąż się nasilają tak, że Żona często przychodzi z pracy przygnębiona. Zostaje zmuszana do pracy niemal fizycznej. Protestujemy w związku ze zmuszaniem przez zarząd ACER-u do produkowania nierzetelnych wyników, wiedząc że zemsta ACER-u będzie okrutna. Żona prowadząc samochód zostaje potrącona na terenie ACERu przez samochód uderzony przez rozpędzone BMW. Na szczęście nie odniosła większych obrażeń, jednakże nasz samochód który wymagał reperacji pracownicy RACV zabierają do kasacji. W zamian za to dostajemy grosze za które nie możemy kupić nawet dobrego roweru. Nalezy dodać, że samochód bardzo był nam przydatny w prowadzeniu działalności QJF. Nasilają się ataki ze strony Body Corporate i sekretarza Mr. K. Pomaga w tym dziele instytut hipnozy który jak się wydaje utrzymywany jest ze wspólnych pieniędzy Body Corporate a służy do wymuszania patologicznych zachowań przez hipnotyczny ‘rozkaz’ któregoś z sekretarzy tejże instytucji. Zabierają nam miejsce na parkingu, grożą ogromnymi kosztami związanymi z przebudową owego parkingu na ‘ogród Alicji z krainy czarów’. Największym zagrożeniem jest osobnik mieszkający pod nami (piętro niżej), nigdzie nie pracujący i zachowujący się zupełnie nienormalnie. Jego zachowanie pozbawia nas możliwości wypoczynku tak w dzień jak i w nocy. Dochodzi do tego, że musimy opuszczać nasze mieszkanie gdyż ów osobnik uniemożliwia nam przebywanie w nim. Nie możemy nawet wyjść z mieszkania gdyż zaraz ów osobnik zaczyna się wlec za nami. Zaczynamy byc przerażeni gdyż jego zachowanie wskazuje, że jest to prawdopodobnie jakiś psychopata a jego agresywna postawa zaczyna odbierać nam resztki poczucia bezpieczeństwa. Dodatkowo Mr. K podsyła różnego rodzaju instalatorów tak iż w mieszkaniu słychać odgłosy wiercenia, stukania lub też nieludzkie odgłosy wydawane przez owego osobnika mieszkającego pod nami. Zostajemy zaatakowani w Tarcutta przez uderzenie glinianą kulą w przednią szybę samochodu. Cudem unikamy wypadku. Żona zostaje zaatakowana na autostradzie poprzez kobietę która nagle bardzo niespodziewanie wjeżdża na jej pas. Zostaję zaatakowany na ulicy w naszej dzielnicy poprzez osobnika który typem gracza futbolowego uderza mnie całym ciałem tak że upadam do tyłu. Tylko cudem uniknąłem poważnego wypadku. Żona zostaje pozbawiona pracy w ACER na podstawie sfingowanej nieprawdziwej oceny. Zostajemy zaatakowani w mieszkaniu. Tego już nie możemy wytrzymać i decydujemy się wyjechać. Przez ten czas nikt z tutejszej Poloni nie wsparł nas nawet dobrym słowem. Zdajemy sobie sprawę że dżwiganie krzyża św.Jadwigi jest ogromnie trudnym zadaniem ale liczylismy przynajmniej na wsparcie ludzi zwiaząnych z naszą parafią. Taka postawa najbarziej rani. Próbując wymazać pamięć o św. Jadwidze pozbawiają się odniesienia do jednej z największch polskiej Postaci. Historia Polski nie zaczyna się na powstaniu Kościuszkowskim i frontach drugiej wojny swiatowej. Należy zauważyc że podczas wyboru naszego hymnu narodowego wybrano jednoglośnie hymn w którym niema żadnego odniesienia do Boga. Czy możemy się dziwić że dziś Europa idzie w nasze ślady usuwając Boga z zapisu do Konstytucji. Wszak byliśmy pierwsi przez to odcinanie się od tradycji i od Boga. Jakich jeszcze znaków potrzeba naszemu narodowi którego ‘Mazurek’ stał się przykładem dla innych krajów w odcinaniu się od tradycji i Boga. Naród polski bez św. Jadwigi Królowej która spina dwie najlepsze nasze epoki Piastowską i Jagiellońską to naród bez przyszlości. Na rezultat kolejnych rozbiorów nie trzeba długo będzie czekać. Dlatego też zrozumieliśmy znak św. Jadwigi. Nie czas bylo wracać. Aby lepiej zrozumieć nasze położenie Polaków Katolików nie tylko w Australii należy sięgnąc do ostaniej książki Papieża Jana Pawła II, w której jako żródło zła wskazuje On komunizm i wspólczesny liberalizm. W Australii, gdzie od dawna u wladzy utrzymuje się ALP będąca swoistego rodzaju amalgamatem komunizmu i liberalizmu a więc rzeczywistego zródła zła, trudno sie dziwić że prześladowanie Katolików coraz bardziej się nasila. Być może swoisty ideologiczny kamuflaż owego tworu i ogromne korzyści jakie przyznawane są dla wyznawców tego typu ideologii, jak również eliminacja ‘nieprawomyślnych’ pozwala na sankcjonowanie zła przez niektóre ‘parakatolickie’ organizacje. Czy członek organizacji która tak bardzo odwołuje się do marksizmu może jednoczesnie być dobrym katolikiem i przystepować do komuni św? Czas odpowiedzieć jednoznacznie na to tak ważne dla nas Katolików pytanie zanim potworna demoralizacja zniweczy ogromną pracę naszego największego Rodaka Jana Pawła II.

      

 

 

Home

Copyright the Queen Jadwiga Foundation

Adres:

The Queen Jadwiga Foundation

P.O. Box 654, Toorak, VIC 3142, Australia