Nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą

Nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą - szkoda tylko, że ta hermeneutyczna wykładnia nauki Chrystusa z listu św. Jana Apostoła jest tak mało znana, nie tylko wśród dzisiejszych Chrześcijan. Mamy tu z jednej strony piękny przykład interpretacji słów Chrystusa, kierowanych do słuchaczy, podczas nauczania w kręgu Jego najbliższych uczniów, z drugiej zaś ukazanie istotowego ujmowania problemu rozumienia pojęć takich jak miłość czy prawda. Jakże wypaczane jest dzisiaj rozumienie pojęcie miłości i to nie tylko w kręgach ateistycznych sprzeniewierców znaczeniowego, archetypalnie-istotowo konstytuowanego znaczeniowej tkanki pojęciowego materiału. Współczesny klerykalizm, tak bardzo ogarniający coraz szersze kręgi polskiego duchowieństwa, w głównej mierze opiera się na tych słowno językowych deklaracjach. Mielenie jęzorem to coraz częstsza przywara nie tylko księży, którzy zatracili nieomal zupełnie wiarę, ale także dużej ilości nas katolików świeckich, szczególnie tych, którzy imają się prac w dziedzinie propagandy klerykalnej, tak w działalności politycznej jak też medialno-informacyjnej. Słowo i język to w pewnym sensie relacja części i całości, jednakże z przeniesieniem akcentu na stronę intencjonalną wypowiedzi językowej. Nie chodzi tu jednakże o odniesienia do francuskiej szkoły lingwistycznej ale o ukazanie nieomal organicznego związku z drugim członem tej wypowiedzi, a mianowicie nawiązanie do rozumienia pojęć czyn i prawda, i interpretowania pierwszego członu wypowiedzi z uwzględnieniem kontekstu członu drugiego. Ogromna trudność uwzględnienia tego kontekstualnego wątku znaczeniowego czyni przekład tego typu wypowiedzi, na język maszynowego rozumienia, niemożliwym do zrealizowania. Maszyna albo człowiek-maszyna nigdy nie będzie w stanie zrozumieć tego typu wypowiedzi gdyż brak jest tu tego rdzenia archetypalnej nieoznaczoności znaczeniowej, która powoduje, że tylko istota ludzka natury duchowej jest w stanie wykorzystać ów margines nieoznaczoności pozwalający na konstytuowanie sensu z pozamaterialnego kontekstu znaczeniowego. Mimo tego, że ów element nieoznaczoności krystalizacji znaczeniowych formacji językowych jest immanentnie wszczepiony w proces rozumienia, nie znaczy to że wszelkie metafizyczne dociekania, mające za zadanie interpretacyjne ujaśnienie to jałowa praca teoretyków próżności. Właśnie owa nieoznaczoność to niewyczerpalne  źródło i wartki nurt interpretacyjnego procesu. Wypowiedź św. Jana Apostoła ma ogromne znaczenie w demistyfikacji nadużyć klerykalno-faryzeuszowskich. W Polsce jest to szczególnie widoczne, gdzie przy ogromnej liczbie sloganów miłości i miłosierdzia panoszy się potworna nienawiść, zakłamanie i nędza duchowa. Wielokrotnie byliśmy świadkami szerzenia ogromnej nienawiści. W Australii w ośrodku jezuickim, szczególnie przez zakonników p. Rybę i p. Słowika szczujących parafian na QJF, co było wielokrotnie przez nas opisywane. Mamy nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będziemy mogli poznać inspirację tego typu działalności ewangelizacyjnej jezuickich pracowników parafii polskich. Efekt był taki, że nie tylko my z QJF ale też nasza ukochana Patronka św. Jadwiga Królowa była zagrożona tym posiewem nienawiści, tych którzy miłowali tylko słowem i językiem. Miłość i nienawiść, pojęcia które ustawione są niejako na osi znaczeniowych przeciwieństw, w swej ontologicznej warstwie dynamiki swej bytowej afirmacji, stają się, poprzez ową bytową współzależność, bardziej częściami pewnej emotywnej całości aniżeli  przeciwieństwami bardzo łatwo identyfikowalnymi. Dlatego też, tak łatwo manipulować emocjami tłumu rozkręcając spiralę miłowania słowem i językiem podczas gdy czyn zbrukany jest odniesieniem do fałszu, obłudy i zakłamania. Można by kontynuować roztrząsanie tego wątku, co na pewno nie jest jakimś mało znaczącym hermeneutycznym osiągnięciem, szczególnie w kontekście naszych badań nad rozumieniem i budową myśląco-rozumiejącej maszyny. Jednakże nasze QJF „Co nowego” to nie miejsce na tego typu rozważania. Ten króciuteńki wstęp ma za zadanie ukazać ogromne znaczenie rozumienia w jakimkolwiek racjonalnym, a przy tym jedocześnie tak bardzo ludzkim odniesieniu do otaczającego nas świata, tak tego materialnego jak też tego duchowego, pozazmysłowego. Nie dziwi więc fakt potwornej wrogości  do naszej QJF i SQJRIU tych, którzy irracjonalizm wprzęgli w służbę klerykalnej ideologii. Przecież Chrystus był prześladowany przez faryzeuszy, którzy rozumienie opierali na ideologicznych przesłankach, mieląc ozorem tam gdzie wystarczył jeden maleńki odruch ludzkiego czynu spowitego w prawdę. Prawda jest tutaj najtrudniejszym, w sensie rozumowego ujęcia, pojęciem, które może wywołać burzliwą dyskusję, szczególnie w środowisku tak nienawykłym do obcowania z prawdą jak obłudny, semicki klerykalizm.

Miast kontynuacji tego typu rozważań kilka uwag dotyczących ostatnich wydarzeń. Prezydent, w jakimś ponurym geście semickiego poczucia sprawiedliwości społecznej wetuje ustawę o degradacji generałów PRL-u. W tym też czasie my z Solidarnośc, nie akceptujący zdradzieckiego układu okrągłego stołu, jesteśmy nadal prześladowani w Polsce przez obecne władze PiS i tegoż Prezydenta. Ten akt „miłosierdzia” prezydenckiego rani nas bardziej aniżeli inne bardzo podłe posunięcia obecnej „prawicowej” ekipy. I znowu źle pojęte poczucie przyzwoitości wsparte na szelmowskim, semickim przekręcie miłowania słowem spycha prawdę w obręb szamba przewrotności. Przecież ta ustawa to jakże przez nas wszystkich oczekiwany ochłap rozliczeniowej przewrotności z minionym okresem terroru i komunistycznej niewoli. Ten symboliczny gest, w którym, ci którzy stali na straży zdobyczy socjalizmy spółkując z komunistycznym aparatem CCCP nie ponieśliby żadnego uszczerbku to policzek wymierzony prawdzie przez zakłamanie i zdradziecki pocałunek wiodący prawdę na Golgotę szyderców, prześmiewców i zwyczajnych bandytów. Tylko miłujący słowem i językiem, przychodzący do nas w owczej skórze zdolni są do tego typu podłości. Dla wielu z nas prześladowanych i maltretowanych urząd kombatantów, zapewne zgodnie z prezydenckim poczuciem fałszywej przyzwoitości ,w służbie zakłamania, przygotowuje kolejne czyny wynikające z klasowo-rasowej nienawiści, fałszu i historycznego szalbierstwa.

Premier i wicepremier w katedrze wawelskiej. Po raz kolejny wiązanki kwiatów u stop pomnika św. Papieża Jana Pawła II. Niby nic takiego, a jednak. U stóp ołtarza z urną z prochami św. Jadwigi Królowej tylko dwie różyczki od QJF. Przecież św. Jadwiga Królowa, to święty Król Polski, Patronka Polski  i polityków. Ta świadoma manifestacja mistyfikacji problemu władzy i bardzo niesmaczny ukłon w stronę klerykalizmu to przecież bardzo wymowna zapłata za wyniesienia na tak wysokie pozycje i to wcale nie za sprawą wstawiennictwa św. Jana Pawła,  ile klerykalnego wmanipulowania pozoru wiary w politykę. Dla wielu z nas jest czymś zupełnie nie do przyjęcia takie manifestowanie klerykalnych nadużyć przez osoby piastujące najwyższe urzędy w Polsce. Warto przypomnieć, że jednym z najcięższych grzechów klerykalizmu jest dążenie do przejęcia władzy świeckiej przez osoby, w wielu wypadkach nie wierzące, praktykujące mielenie ozorem spraw wiary, piastujące niekiedy bardzo wysokie  pozycje w kościele katolickim i zainteresowane tylko materialistycznym aspektem sprawowania władzy wykorzystując przy tym kościelne zaplecze. Nie trudno więc zrozumieć, że ci którzy miłują tylko słowem i językiem problem władzy ziemskiej nurzają w kałuży mistyfikacji i irracjonalizmu, starając się przy tym usunąć ze świadomości społecznej św. Jadwigę Królową, która budowała miłość na pięknie swoich czynów i prawdzie miłości Chrystusa. Od tej prawdy, o której tak często zapominają politycy prawicy, miłujący słowem i językiem, współczesny klerykalizm chce nas dzisiaj uwolnić, tworząc substytuty i ustawiając drogowskazy donikąd. Władza ziemska, władza w Polsce musi odzyskać pełnię znaczenia właśnie w kontekście miłowania czynem i prawdą. Dlatego też każdorazowe próby usuwania św. Jadwigi Królowej jako pięknego przykładu ucieleśnienia tego miłowania czynem i prawdą w przestrzeni politycznej dziczy, uważamy za bardzo świadome działanie na rzecz powodowania ogromnych szkód dla Polski.

Miłujmy czynem i prawdą. To właśnie na stronie QJF zwraca uwagę napis „Fac quod vides” - Czyń co widzisz. Są to słowa Chrystusa wypowiedziane do Jadwigi. Czyń, a więc czyn i widzenie, które tak bardzo często używane jest jako synonim, niemalże, rozumienia. W naszym wykładzie poświęconym świętości naszej ukochanej Patronki zwracaliśmy uwagę na wymowę czynów, dzieł św. Jadwigi Królowej. To nie były czcze deklaracje hołoty partyjnej dzisiejszego jałowego ugoru polskiej polityki. Wszystkie te dzieła zawarte w niezliczonych fundacjach królewskich to ta przepiękna harmonia czynu i prawdy, harmonia Jadwigowego opusu, dzieła nie mającego sobie równych w historii tworzenia nowoczesnego państwa, Korony Polskiej. Ta miłość wielkiego Króla, św. Jadwigi Królowej nakierowana na budowę dobrobytu narodu i państwa, Korony Polskiej, to coś co dzisiaj, w czasach semickiego klerykalizmu, jest tak bardzo deprecjonowane. Nie bez znaczenia jest tu wprzęgnięcie świętych kościoła katolickiego w kierat machinacji politycznej mafijnego układu. Nam, polskim katolikom świeckim zsemityzowane, lewacko zorientowane ugrupowania reprezentujące skrajny klerykalny stosunek do wiary serwują miłowanie słowem i językiem, tuż po objęciu władzy przez ugrupowanie proklerykalne, ideał schronisk Brata Alberta, nowomowę para-religijną redemptorystów i dzienniczkowe spekulacji irracjonalnego racjonalizmu. Nic dziwnego, że św. Jadwiga Królowa tak bardzo nieprzystająca do tego schematu rujnowania państwa i narodu zostaje usunięta ze świadomości, tak Ją przecież miłującego, polskiego narodu. Miłującego już tylko niepamięcią i zapomnieniem. Te spustoszenia jakie obserwujemy po tak krótkim czasie rządów tej formacji politycznej to cena jaką płacimy wszyscy za przyzwalanie na klerykalizm i jego mafijność powiązań z partyjniactwem fałszu i stagnacji. Gdzie tu jest miejsce na miłość? Przykład św. Jadwigi Królowej prowadzi w inną sferę politycznej rzeczywistości. Silne państwo wsparte na czynie i prawdzie. Elita, arystokracja której w Polsce ze świecą szukać i monarchia stanowiąca gwarant historycznej ciągłości Korony Polskiej. To wszystko, co dzisiaj deprecjonowane przez klerykalność protez myślenia stanowi warunek konieczny odzyskania prawdziwej niepodległości. Nie czas jeszcze dzisiaj roztrząsać te sprawy. Zatrzymamy się więc na nie mniej ważnej, jednakże w dzisiejszej Polsce jawiącej się jako swego rodzaju wynaturzenie miłości, w tym Jadwigowym znaczeniu czyń co widzisz, czynu i prawdy. Wynaturzenia te to system opieki zdrowotnej i wynikający z tego wynaturzenia problem mordowania już narodzonych, barbarzyństwo i nieludzkie w swym społecznym przyzwoleniu wypędzanie z kraju, problem głodowych emerytur i wnikający z tego problem eutanazji, tych bebronnych i nieporadnych, czy też problem narastającej spirali zawiści i nienawiści, szczególnie w tak bardzo manipulowanych wspólnotach parafialnych, jak też  makabryczność problemu alkoholizmu w Polsce. To tylko wierzchołek góry lodowej. Miłujący słowem i językiem, nie bez ideologicznego przekrętu nagłaśniają zaś tylko do granic nieprzyzwoitości problem zabijania nienarodzonych. Gdy spróbujemy przyjrzeć się bliżej temu horrorowi wynaturzeń bardzo łatwo można dostrzec swoisty wspólny mianownik rządowego szalbierstwa. Dobrobyt nie wynika z miłowania słowem i językiem, tak że kolejne medialne para-katolickie  pleciugi w stylu redemptorystycznej propagandy niewiele tu zmienią. Potrzeba czynu i prawdy. Potrzeba tej skry Jadwigowego zawierzenia Chrystusowi będąc jednocześnie królem odpowiedzialnym za los narodu i państwa. Budowa dobrobytu to nie mistyfikacja fałszem miłosierdzia, zapędzania narodu do przytułków i hospicjów. Budowa dobrobytu zaczyna się od tworzenia właściwego priorytetu inwestycyjnego i zogniskowaniu na istocie pojęcia dobrobytu, w znaczeniu prawdy, tej Janowo-Jadwigowej zharmonizowanej z czynem. Wiele tych wynaturzeń, które zostały uprzednio wymienione zostałoby wyeliminowanych gdyby sytuacja gospodarczo-społeczna uległa drastycznej poprawie. W pierwszej kolejności problem uwłaszczenia ogromnej liczby Polaków Słowian Katolików świeckich wyzutych nieomal ze wszystkiego przez mafijny układ okrągłego stołu. Ciężki grzech dzisiejszego klerykalizmu to współudział w tym haniebnym procederze łupienia bliźniego, w tym szczególnie własnych parafian. Tak więc stosunek do własności to to co świadczy o godności osoby ludzkiej, w tym szczególnie naszych parafialnych wspólnot. W nadchodzącej epoce robotyzacji, gdzie wyspecjalizowane roboty będą wykonywać większość prac, definiowanie osoby ludzkiej poprzez jej zdolności wytwórcze i pracę, traci zupełnie sens. Już dzisiaj wiele naszych wspólnot parafialnych może stać się właścicielami obiektu działalności gospodarczej przynoszącej dochód i pomnażającego bogactwo naszych parafialnych wspólnot. Tylko bezduszny klerykalizm, żądny ziemskiej władzy, może redukować parafianina do nędzarza staczającego się w otchłań poniżającej pomocy ośrodków darmowej zupy. To na poziomie parafialnej wspólnoty. Państwo, urząd prezydenta, urząd premiera czy ministerstwa to nie partyjniackie spółki mafijne ale ci najlepsi, z oddaniem służący sprawie narodu i państwa. Dzisiejszy semicki klerykalizm bardzo świadomie odsuwa piękny przykład św. Jadwigi Królowej poświęcającej wszystko dla tej miłości, która transformuje życie w myśl zasady czyń co widzisz. To nie populistyczne 500+ demoralizujące i poniżające polskie rodziny, skazując przy tym miliony rencistów i emerytów na eutanazję niedostatku. Nędza połączona z rozpaczą zabija niejednokrotnie silniej aniżeli prawo do eutanazji. Dlatego też nie możemy się zgodzić na takie upodlenie i pokoleniowe szczucie w imię klerykalizmu miłowania słowem i językiem. Bardzo świadome wyniszczanie ośrodków naukowych, instytutów i uniwersytetów przez kolejne ekipy rządów mafijnego układu, a przy tym potworna demoralizacja kadry profesorskiej, w wielu przypadkach świadomie sabotującej prowadzenie badań naukowych, ma bardzo jasno określony cel sprowadzenia Polski do kolonialnej wyspy tych z narodu wypranego. Tak ogromna ilość, w Polsce, wyższych szkół biznesowych przy jednoczesnym wyniszczaniu ośrodków mogących projektować wyroby z bardzo dużym wkładem myśli technicznej to swego rodzaju paranoja wishfull thinking masońskiego chowu z semicko klerykalnym przesądem w sprawczą moc leczniczą sproszkowanych karaluchów, krakowskich przedwojennych aptek. Klerykalność przesłania miłowania słowem i językiem posiada swe bardzo poważne wynaturzenie w lokowaniu ogromnego ładunku dobra w akt udzielania wsparcia nędzarzowi uprzednio zepchniętemu na dno przez nieludzki klerykalizm, przy jednoczesnej bardzo świadomej deprecjacji dobra płynącego z zaangażowania w akt twórczy, bądź to na polu nauki, kultury, szeroko pojętej techniki czy nawet polityki zmieniających oblicze ziemi, ubogacając miliardy jej mieszkańców w bogactwo, które jest przecież tym odkrywanym, ale od Boga nam danym. W Polsce ten proceder wyniszczania twórczej myśli to nie tylko dzieło klerykalizmu fastrygowanego nićmi masonerii. To aby w tak krótkim czasie sprowadzić naród, taki jak nasz słowiański, katolicki do poziomu zupełnie nietwórczej masy kolonialnych niewolników to problem nieco głębszy. Trudno tu jednakże zgłębiać tajniki tego fenomenu mordu ducha. Kilka przykładów. Marnotrawione przez nas lata studiowania na AGH skutkowały tym, że z problemem prawdziwej twórczej pracy naukowej stykaliśmy się dopiero w środowisku australijskim. To na uniwersytetach australijskich zostaliśmy postawieni przed wyborem - publikuj albo giń. Nie było żadnych para-solidarnościowych postulatów tworzących enklawy nieróbstwa, niechlujstwa i miernoty. Bycie w środowisku dobrego uniwersytetu to ciężka praca poświadczona wymiernymi efektami posiadanego dorobku w postaci publikacji. Nie było profesorów mających po 20 (dwadzieścia!!!) etatów i atmosfera uzyskiwania jak najlepszych wyników udzielała się każdemu, od research assistent do profesora. Oczywiście nie wszystko było takie piękne i ci wyprani profesorowie mieli zwykle bardzo dużo grantów tak, że niekiedy artykuły, które firmowali swoim nazwiskiem były przez nich czytane po ukazaniu się drukiem. Jednakże nawet oni, nie byli zwolnieni z nakazu posiadania dużego dorobku naukowego. W Polsce dorobek naukowy, w wielu wypadkach na granicy plagiatu naukowego to dość częste wyjątki od reguły otrzymywania profesur za zasługi na polu ideologiczno partyjnym. Ten niecny proceder deprecjacji naukowego dorobku zaczyna się już na poziomie szkół licealnych, gdzie jak na razie, jedynym znaczącym osiągnięciem szkoły jest nagroda na jakże licznych i popularnych w Polsce, odtwórczych w swej istocie i zabijających twórcze zdolności, olimpiadach przedmiotowych. Nic też dziwnego, że tak liczna armia olimpijczyków ginie w konfrontacji z twórczym oddziałem, bardzo nielicznym, uniwersytetu. Ogólna ocena - geniusze olimpiad deklasowani przez przeciętność twórczych jednostek uniwersytetu. W rezultacie widmo olimpiad kładzie się cieniem na rozwoju polskiej nauki. Czas to zmienić. I w tym miejscu warto znowu wrócić do dzieł św. Jadwigi Królowej i QJRIU tworzonego z inspiracji dziełem św. Jadwigi Królowej. Jakże to inne wyzwanie i jakże inne to zapatrzenie w przykład naszej ukochanej Patronki. Chcemy tak jak ona miłować czynem i prawdą. Niestety polski klerykalizm niszczy wszystko co tylko odwołuje się do tej miłości, która zwrócona ku Pani Wawelskiej wsparta jest na prawdzie i czynie. Ci którzy tak bardzo zadufani są w swą moc szerzenia zniszczenia muszą w końcu zdać sobie sprawę z tego, że niszcząc wyrządzają krzywdę nie tylko nam z QJF, SQJRIU i polskiemu narodowi ale przede wszystkim naszej ukochanej Patronce. Mimo tego, że klerykalizm wsparty jest na ateistycznym, materialistycznym podłożu i Bożej kary się nie obawia to jednak pragniemy przypomnieć, że świadome powodowanie szkody dla naszej instytucji wiąże się z popełnianiem przestępstwa i tego przynajmniej ci ateiści powinni się obawiać.

 

Copyright the Queen Jadwiga Foundation

Adres:

The Queen Jadwiga Foundation

P.O. Box 654, Toorak, VIC 3142

Australia